Zaloguj się przez Facebooka! Zarejestruj się!

~YogiMcCartney | użytkownik

imię i nazwiskoJagoda McCartney adresPabianice zarejestrowany03.03.2008 @22:15:43 ostatnio na stronie04.02.2013 @13:45:45



kontakt i statystyki
emaile-mail ukryty
digarty13 komentarze513 posty na forum4

dodaj komentarz
Aby dodać komentarz musisz się zalogować.

Jeśli nie masz jeszcze konta w digarcie, załóż je lub zaloguj się Facebookiem!
 
Zaloguj się przez Facebooka! Załóż konto w digart.pl Zaloguj się do digart.pl
komentarze
~savoytruffle    27.08.2008 @10:40:41
haha działa mi już to oprogramowanie z lasta :D
miałam Ci dać znać, więc - http://www.lastfm.pl/user/naftallina
na razie dopiero się rozkręcam
~MissBeatles    26.08.2008 @23:51:24
Ehhh u Ciebie dalej pusto a ja wrzucam takie oczojebne rzeczy xDD
~savoytruffle    23.08.2008 @19:47:28
wiesz, że mi podczas wakacji też się mało co chce?
szkoła jest głupia, ale przynajmniej trochę mobilizuje, i nawet nie mówię tu tylko o rysowaniu :D
no to trzymam za słowo, czekam na P. i B. albo cokolwiek nowego, o!
~savoytruffle    23.08.2008 @18:20:42
weeeź narysuj nowego Pola albo Boba!
~savoytruffle    23.08.2008 @17:38:09
:D
~MissBeatles    23.08.2008 @14:37:12
thx ehhh masz jakiś kryzys twórczy?
~MissBeatles    17.08.2008 @16:35:24
hehe dzięki dzięki się przetarłam o architekturę jak widzisz ostatnio dużo eksperymentuje
~savoytruffle    16.08.2008 @14:25:29
Ja naprawdę nie wiem, dlaczego każdy mówi, że te oczy są za duże
Widocznie za dużo czasu spędziłam nad tym rysunkiem :D
Ale skoro każdy tak mówi (nawet mój nieartystyczny brat), to coś w tym musi być hehe
Dziękuję
~goldzia20    14.08.2008 @14:37:26
jestem potwornie zaszczycona watchingiem;d
~goldzia20    14.08.2008 @14:35:52
jesli chodzi o smitha, to taki miałam niewdzięczny wzór, bo okładkę 'californication'
~eryk9    12.08.2008 @19:21:33
dzięki za komentarz ,format to A4 chyba nie taki mały a cienie no po prostu się jeszcze ich uczę Pozdrawiam
~KaileenaFarah    12.08.2008 @17:09:57
Nie ma za co. Ja właściwie tak bez pytania sobie ich tam wkleiłam, no ale... czułam się upoważniona przez dedykacje I dzięki wielkie za komentarz... nie jest idealny, ale cieszę się, że się podoba
~MissBeatles    12.08.2008 @16:57:47
Gracias! czekam na jakiegoś Boba pełnego sexu
~KaileenaFarah    10.08.2008 @21:30:00
Ale Ty się obijasz, łodavidzie, aż strach patrzeć!
~MissBeatles    08.08.2008 @23:24:17
taaaak!!!! i pierwsze co zrobiłam to wbiłam na diga xDD Ja jeszcze nie dorobiłam się potoszopa po ostatnim formacie kompa ;] swoją drogą co słychać??? ^^
~KaileenaFarah    07.08.2008 @15:34:00
Ale ja miałam dzisiaj przygody... -.-""" Zarwałam nockę, godzina 6, chciałam sobie usiąść do kompa... a tu dupa. Komp odmawia posłuszeństwa. Podaję, że nie ma jakiegoś pliku i ni ch*** się włączyć nie chcę... To ja w ryk i do ojca, żeby coś z tym zrobił, bo ja nie wytrzymam. I od jakiejś 7, praktycznie do teraz, siedzieliśmy majstrując przy dyskach, przełączając je od jednego komputera do drugiego... MASAKRA. Jestem wykończona. Nudne to było, jak cholera... w tym czasie mogłam rysować, relaksować się, cholera wie, co jeszcze... ale NIE. Ja musiałam zdychać na zapleczu tego naszego pieprzonego sklepu i wkręcać i wykręcać śrubki w obudowie, stresować się że mi partycję z moimi najważniejszymi katalogami prawie skasowało (sic! jakby to wszystko poszło to dopiero bym się śmiała...... ), podłączać i odłączać wszystko po 700 razy... Jezu. Nigdy więcej. (wybacz - musiałam się wyżalić komuś -.-" )

Aaaa... i dzięki za ocenę prac. Cieszę się, że się podobają. Jak widzisz - eksperymentuje non stop... znudził mi się chyba ołówek. Robię sobie przerwę. Zaraz chyba machnę jakieś kolejne pastele. Zobaczymy, co z tego wyjdzie... ta koszula Omarowa mnie nijak nie satysfakcjonuje, ale z twarzy, włosów i tła jestem bardzo zadowolona... Okazało się, że pastele są łatwe i przyjemne. Teraz spróbuję koloru... (i chyba wiem kogo narysuję... ) ... No!

To... ten tego... kiedy coś nowego u Ciebie? Bo ja płodzę coś, co i rusz... aż się sama siebie boję... a Ty się zatrzymałaś w rozwoju na Bobie.

~KaileenaFarah    05.08.2008 @17:36:24
??? Nie, raczej nic... a co?
~KaileenaFarah    05.08.2008 @16:30:12
Nie mam jeszcze.
~KaileenaFarah    04.08.2008 @19:18:17
Cieszę się, że się podobają.
~pancia001    01.08.2008 @18:10:34
dobra czasami przesadzam
~pancia001    01.08.2008 @09:48:42
mój profil w porównaniu do tego co ty narysowałaś to kicz , ale bardzo dziekuje
~KaileenaFarah    01.08.2008 @02:16:34
To ma być takie profeszjonal i rzetelne, więc ciii...
Właściwie to miałam już nigdzie nie jechać. Była godzina 17, koncert na 20, siedzi u mnie kumpela, zgrywamy foty... Ojciec wściekły, bo nie ma forsy. Matka wściekła, bo chcemy jechać i zostawić ją samą ze sklepem i z majne sis. Ogółem - wszyscy na coś/kogoś wściekli i niezadowoleni z życia. Nie pięknie. Ojciec się jednak postawił. Rzadko widuję u niego takie akcje. Napadł na sklepową kasę, bez słowa wyszarpał 220 zł, (bo w dniu koncertu bilety po 110, a nie 99) i oświadczył mi o godzinie 18.55, że "jedziemy, kurde" (będzie mi się śnić po nocach to szatańskie spojrzenie, gdy wypowiadał magiczne !jedziemy, kurde" ).
Wyjechaliśmy z domu gdzieś 5 po 19. Fajnie. 55 minut do koncertu, leję deszcz, a my musimy przebić się na drugą stronę Wisły w korkach. Nie będę wdawać się w szczegóły. Ojciec miał dziwny napad i całą drogę gadał coś od rzeczy (to była głównie wzruszająca opowieść o tym, jak zaczął słuchać Marsów). Ja mało się odzywałam. W sumie nie wierzyłam, że tam jedziemy, że jednak się udało... No, ale. Dojechaliśmy.
Nie było gdzie zaparkować, ale kręciliśmy się dotąd, aż w końcu miejsce znaleźliśmy i to blisko wejścia. Kolejka ciągnęła się od drzwi do skrzyżowania (nie wiem, czy byłaś kiedykolwiek w Stodole - duuuży, podłużny budynek). Od klubu do ulicy jest jakieś 200 m? 300? Coś w ten deseń. W każdym razie, musieliśmy stanąć na samym końcu, a za nami ciągle przybywało ludzi. Deszcz lał masakryczny, a my nie mieliśmy parasola. Kiedy doszliśmy do wejścia i jakaś baba miała mnie obmacać, czy przypadkiem nie wnoszę jakiś ostrych narzędzi (którymi utorowałabym sobie drogę do sceny, by wyślinić zespół ), ale dało się zauważyć, że nie widzi jej się to i klepnęła mnie z ras po łokciu. Amen. Lubię takie kontrole! Po tych przymusowych kontaktach, podbiliśmy do kasy i ojciec strasznie się przejął oglądaniem naszych pięknych, długich i żółtych biletów ze zdjęciem bandu ( ) i cuuuudownym, czarnym napisem THE MARS VOLTA, 25.07.2008 20:00, KLUB STODOŁA/WARSZAWA. Ach * *
Ojciec chciał jeszcze się czegoś napić, ale ja go nie słuchałam (czego, w sumie, później żałowałam) i biegiem wpadłam do sali. Pod sceną było już trochę ludu, ale bez szaleństw. Ludzie dopiero zaczynali kojarzyć fakty, było za 10 20:00. I tu zaczyna się zdecydowanie przyjemniejszy fragment mojej fascynującej opowieści... Wokół pełno ciach.
Zgon. Gdzie nie spojrzeć - kisiel. Do wyboru do koloru. W życiu nie byłam na koncercie, gdzie byłoby tylu przystojnych facetów oO Nie wiem skąd oni się tam wzięli. Po prostu: NIE WIEM. Mieszkam w tej pieprzonej Warszawie od prawie 16 lat i nigdy nie widziałam takiego natężenia seksu na metr kwadratowy. Oł, dżizas. Mówię Ci - masakra. Blondyni, bruneci, rudzi... nie no, ja chcę jeszcze raz! Z ciekawszych przypadków mogę wymienić chłopaka, który wyglądał, jakby żywcem ściągnął skórę z Roberta Planta (i włosy, włosy!!!!). Ach, i takiego śniadego, ciemne brązowe włosy, oczy, bródka... mrał, stał obok mnie przez pewien czas. Myślałam, że mnie coś trzaśnie, jak podbiła do niego taka wstrętna blond barbie i zaczęli się całować. To nie na moje nerwy. Na szczęście szybko zajęłam się blondynem w klimacie Bowiego, który stał z drugiej strony xDDD ...
No, ale - nie przedłużajmy!
Mars Volci spóźnili się jakieś 15-20 min. Stałam jakieś trzy rzędy ludzi od sceny, czyli bardzo blisko, jak na początek. Zaczęło się od kawałka Ennio Morricone... światła były jeszcze przygaszone, widać było tylko zarysy instrumentów. Ludzie krzyczeli gdzieś zza mnie: "Omaaaar!!!". Jakaś laska przede mną miała taką minę, jakby za chwilę miała zemdleć i cały czas wytrzeszczała oczy w kierunku mikrofonu. Wbiła mi się w pamięć, bo gdy Volci wyskoczyli wreszcie na scenę, po prostu, odleciała. Zresztą nie tylko ona...
Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego. Zagrali "Goliatha" z nowej płyty. Nagłośnienie w Stodole ssie, ale i tak wszyscy oszaleli. A przynajmniej tak to wyglądało. Jednym słowem: POGO. Wszyscy skakali, darli się, wymachiwali rękoma, nogami, czym się, kurde, dało. Byłam w szoku, ale nie miałam większego wyboru - przyłączyłam się do tego xD Atmosfera udzieliła się każdemu. Wstęp był konkretny i agresywny. Nie pamiętam, co zagrali później, ale temperatura ciągle rosła. Ścisk był straszny. Ludzie obijali się o siebie, niektórzy byli naćpani... przebywali gdzieś daleko, daleko... Ale to nie było ważne. Ta muzyka działała, jak narkotyk. Właściwie później każdy był na haju. Nie przejmowałam się, że cały czas obrywałam z glana czy łokcia. Jakiś chłopak przede mną ściągnął koszulkę i rzucił na scenę.
A co się działo NA scenie? ... Mogłabym tu nic nie pisać. Bo nie mam pojęcia, CO napisać. Przyznaje się szczerze i bez bicia, że przed koncertem nie słuchałam MV zbyt często. Znałam "Comatorium", "Frances the Mute" i kilka kawałków z "Goliatha". Szłam na koncert głównie za namową ojca, który kocha ich nad życie. Ot. Cała historia moich wcześniejszych kontaktów z tymi panami.
To, co zobaczyłam przerosło moje wszelkie oczekiwania... Na początku patrzyłam tylko na Omara, bo jego kojarzyłam najbardziej. Ku mojemu rozczarowaniu - nie miał tych swoich boskich okularków, ale wyglądał... mrau, ciężko to opisać. Jest wysoki, bardzo chudy. Miał na sobie czarne rurki (O_____O), biało-czarne lakierowane buty na obcasie (takie, jak z lat 30s), czarną (obcisłą i doooobrze, bardzo dobrze skrojoną ) marynarkę, pod spodem kamizelkę i kremową koszulę w drobne paski. Coś pięknego, jeśli chodzi o ciuchy - tak mógłby się ubierać mój facet. Twarz... Jejku, Omar jest słodki - napiszę tak, nie będę się wysilać. Ciemna cera, ciemne brwi, duże piwne oczy, pełne usta... Taki niewinny się wydaję, ładnie się uśmiecha. Ach, och, ych - nie każ mi kończyć! xD Niestety - nie miał już swojego afro. Ściął włosy. Owszem, nadal dłuższe i kręcone, ale to już nie TO. Urzekł mnie od pierwszego wejrzenia, ale kiedy zobaczyłam Cedrica....... świat przysłonił się mi duży, zajebiście oczojebny, neonowy napis S E X.
Dobra. Cedric to bez wątpienia temat na oddzielny akapit. Nie wiem, od czego zacząć. Szybki opis - niższy od Omara, chudy, czarna koszula i czarne rurki. Rękawy podwinięte za łokieć, tatuaże na rękach. Ogolony (nie to, co na mojej nieudolnej próbie sportretowania go). Na głowie... coś niesamowitego - długie (za ramiona), zajebiście kręcone włosy. Grzywka opadająca na oczy. A oczy... OMG. Widziałaś kiedyś faceta o urodzie latynosa z... błękitno-zielonymi oczami? Nie widziałaś? Nie? Bo ja widziałam. I powiadam Ci - to był zgon na miejscu. Ale to jeszcze nie było najgorsze. Wygląd to nic w porównaniu do tego, co robił. NIC. Jedno słowo: bestia. Najtrafniejsze określenie jego scenicznej natury. Założę się, że nigdy czegoś takiego nie widziałaś i nie zobaczysz dopóki nie pójdziesz na koncert Mars Volty. Znałam wokalistów, którzy "przeżywają" swoją muzykę, którzy na scenie szaleją... Cedric to przypadek tak skrajny, że nie wiem już, czy oglądanie go było doświadczeniem czysto muzycznym, czy już religijnym... Zanim spróbuję Ci opisać, co działo się na deskach sceny, krótkie wyjaśnienie: miejsca tam niewiele. Jakieś 6-7 m szerokości, może 6 idzie wgłąb. To wszystko. Dolicz sobie do tego sprzęt zespołu - stojąca na środku, sporej wielkości perkusja, wielka konsola do efektów po prawej, klawiszowiec (brat Omara - kolejny osobnik na scenie przyprawiający kobietę o dziwne żądzę ) i saksofonista po lewej. Do dyspozycji liderów tylko przód. "Stanowisko pracy" Cedrica stanowił zdeformowany, poobklejany białą taśmą klejącą mikrofon na statywie. Na początku myślałam, że to po prostu uroki naszej ojczyzny. Później zrozumiałam, że przy nim żaden mikrofon nie może wyglądać lepiej. Jedno określenie, ulubione, krótkie i podsumowujące zdanie mojej siostry: sam seks. Cedric już przy drugim utworze wybił mnie z rytmu. Skakałam razem z tłumem, ale niezbyt kontaktowałam. Wytrzeszczałam się na niego, jak idiotka. Na pocieszenie dodam: nie byłam jedynA. Pani, która w trakcie koncertu dostała się na miejscu obok mnie, piszczała za każdym razem, gdy Ced nachylał się w stronę publiczności i coś tam jęczał w sobie tylko znanym języku. A wyglądał przy tym kosmicznie. Boże, jak on wyglądał! Co on wyprawiał! oO Nie, muszę Ci to jakoś opisać... Na początku było w miarę spokojnie, tak mi się przynajmniej wydaję, jak spojrzę na to z perspektywy czasu. Później zaczęło być... niebezpiecznie.
Jeżeli istnieliby obrońcy praw mikrofonów - Cedric byłby pierwszy w kolejce do wytoczenia mu procesu o molestowanie, maltretowanie i wszelkie inne perwersje popełnione na kablu i statywie - o samym mikrofonie już nie wspomnę. Pierwszy raz, gdy szczęka mi opadła i zdeptali ją metalowcy w glanach skaczący nieopodal, to wtedy, gdy rzucił całym statywem w kierunku konsoli, po czym z rozbiegu padł na kolana i złapał całość w ślizgu. Tyle, jeśli chodzi o akrobacje. Nie umiem sensownie opisać tego, jak podrzucał mikrofon, kopał go i łapał w rękę... tak kilka razy pod rząd - lewa-prawa, prawa-lewa... oO Widziałam taki trick tylko na filmach, więc zobaczenie tego na żywo = spory wstrząs.
Ale to jeszcze nie TO. Wprost: to, jak on się ruszał, to, po prostu... Kisiel. Kisiel, kisiel i jeszcze raz kisiel. Nie wiem już, czy mdlałam, dlatego, że w Stodole nie ma klimy, czy z powodu, jego gestów i jego tańca?... Podświetlały go te pieprzone światła. Czarna postać ocierająca się o ten cholerny mikrofon z wyrazem twarzy, który mógł oznaczać tylko jedno i TAK - dokładnie TO, o czym myślisz. Zresztą zorientować w sytuacji można się było nie tylko po twarzy.....
Cedric to synonim seksu w najczystszej postaci. Później doszło już do akcji na podłodze. Nie wiem. Odleciałam. Nie pytaj. Czołgał się po tych brudnych deskach, ścierał wszystkie kurze. Wstawał. Lizał mikrofon. Siebie dotykał z nie mniejszym namaszczeniem, jak statywu. Nachylał się do nas, marszczył brwi nad tymi niesamowitymi oczami i mamrotał coś pod nosem. Omar obserwował go tylko - raz się uśmiechał, raz, po prostu, nie zwracał na niego uwagi. Raz zareagował, gdy w swoim dzikim tańcu Cedric wpadł na jego wzmacniacz. Padło wtedy soczyste: "SLOW DOWN, YOU FUCK!!!" i Ced ochłonął... na jakąś minutę.
Niektórzy byli zdegustowani, inni świetnie bawili się razem z nim. Ja do teraz nie mam pojęcia, co o tym myśleć... jedno jest pewne: miałam ochotę zedrzeć z niego te ciuchy i rozerwać go na strzępy. Ten facet wywołuje niezdrowe wręcz podniecenie u kobiet. Na sali było nas z tysiąc i wszystkie zgodnie, jednym chórem wzdychały do Cedrica. Nie potrafiłam być oryginalna. On źle działa na psychikę. I wszystko inne.

Kończę już swój wywód. Koncert trwał jakieś 2 godziny. Skończyli grać po 22. Byłam wykończona. Pod koniec ostatniego kawałka prawie zasłabłam z gorąca. Bisów nie było, na scenę wyszli techniczni i zaczęli składać sprzęt. No, ale na to narzekać nie możemy - Mars Volci mają taki styl i zasady. Bisy? Nie, dziękujemy. Ludzie skandowali przez chwilę ich imiona, ale nic to nie dało. Wyszedł główny techniczny i zaczął rzucać w tłum kostki Omara i trzy oryginalne karty z setlistą zapisane przez Cedrica. Byłam o krok od złapania kostki do gry, ale chłopak przede mną był wyższy...
Nastroje panowały różne. Jedni byli zachwyceni, inni narzekali na nagłośnienie. Ja należę do obydwu grup jednocześnie. Poza tym - nie ma się, do czego przyczepić, trzeba się delektować wspomnieniami.
Po fakcie dowiedziałam się, że wystarczyło poczekać godzinę, by spotkać chłopaków przed Stodołą. Wychodzili bezpośrednio do autokaru, ale przystanęli, by porozmawiać z grupką fanów, rozdali autografy, chętnie pozowali do zdjęć... Pac, pac, pac - prosto w ten pusty łeb. Ojciec jednak chciał wracać do domu. Był wstrząśnięty tym, co przeżyliśmy. Szalał nawet bardziej ode mnie. Dobrze, że z zamkniętymi oczami, bo Ced pewnie by go nieco zgorszył w przeciwieństwie do mnie xD
Zdjęcia wrzucę Ci na diga później. Te moje są bardzo słabej jakości. Spróbuję poszukać innych.

No nic. Krótko: na następny koncert Mars Volty idziesz ze mną.

PS. A mogłam zawrzeć to wszystko w czymś takim: "The way Cedric was dancing, nobody could repeat it the same, as it was truly erotic and original... which felt like Cedric was fucking audience from the stage... Both, Cedric and Omar were wearing tight black flares and elegant black shirts... Sexy asses, god damn sexy legs!"

Aaaaaamen.
ostatnio edytowane: 2008-08-01 02:51:44
~KaileenaFarah    31.07.2008 @23:44:30
Buehehe. Muszę się komuś wygaaa... wypisać. Wygadać też by się przydało, chociaż moją paplaninę ciężko zrozumieć... Zwłaszcza w tym przypadku. Ale spotkać się trzeba! OO Jakieś propozycje?
~savoytruffle    31.07.2008 @23:19:57
dzięki raz jeszcze co do portretu całej czwórki rzeczywiście przedobrzyłam skąd wiedziałaś, że nad Lennonem się najbardziej starałam? aż tak widać...
~KaileenaFarah    31.07.2008 @23:03:24
A i dziękuję za komentarze
Poprzednia strona 1 2 3 4 5 6 ... 9 Następna strona
© 2001-2017 Grupa Onet.pl SA - digart.pl v.6
RSS Wszelkie materiały i wypowiedzi zamieszczone w serwisie należą do ich autorów. Grupa Onet.pl S.A. i zespół digart.pl nie odpowiadają za ich treść.
strona główna | regulamin | zasady korzystania | faq | załoga | RSS | reklama | kontakt